czwartek, 8 grudnia 2016

TŁUM NIE MYŚLI

władza, inicjatywa

Tłum nie myśli. Słowa te wypowiedziane kiedyś przez mojego tatę przypomniały mi się, gdy jak co dzień na długiej przerwie, pędziłam z drugiego piętra na stołówkę, aby zjeść ohydną breję zwaną obiadem. Kopiące nogi, dźgające łokcie, klnące usta, pchające ciała... Nie myślimy. Najbardziej zdziwiło mnie to, że ja również przyłączyłam się do tego absurdalnego obrzędu. 


Tłum nie myśli. Tłum się poddaje, płynie z resztą. I ty w tym tłumie już nie jesteś sobą. Nie jesteś człowiekiem, jednością, całością. Jesteś składową, częścią, ułamkiem tego wielkiego tłumu. Tłumu który porywa cię bez reszty. Już nie masz wpływu na to, co robisz, myślisz, uważasz, spostrzegasz. Jesteś słaby. I właśnie w tej chwili słabości najłatwiej zmanipulować tłum. Zagarnąć tłum, wraz z jego wszystkimi częściami. Nie potrzeba do tego inteligencji, wykształcenia, przemyśleń. Wystarczy siła przebicia, chwytliwe hasło, albo świadomość tego, co jest wrogiem tłumu. Pod tym wrogiem łatwo zagarnąć tłum, zjednoczyć go. 

Tłum nie myśli. Co więc robi? Boi się.

Tłum się boi. A to, czego się boi, staje się wrogiem. Przeszkodą nr jeden, którą trzeba zniszczyć, zwalczyć, rozwalić, zgnieść. Destrukcja. To słowo rządzi tłumem. A kiedy tłum zniszczy to, czego się boi, zaczyna bać się siebie. Autodestrukcja. To słowo zabiera tłum. Tłum, który nie myśli.

Napisane przy: R.E.M "Losing my religion"
Jadwiga