piątek, 17 lutego 2017

MAM OKRES

gimnazjum, tampon

Dzisiaj znowu kilka historyjek rodem ze szkolnej ławki. Historyjek niby zabawnych, ale tak naprawdę tragicznych. Uświadamiających nam, na jakim poziomie są niestety nie tylko nastolatkowie, ale i ludzie ich wychowujący.

1.
Stoję sobie na dziedzińcu szkolnym z moją klasą. W pewnym momencie słyszymy salwy śmiechu i piski. Odwracamy się, a mój kolega mówi, że to jedna z klas bawi się tamponem. Tak. Dziewczęta i chłopcy. Piszczą, rzucają, kopią. A przy tym ekscytują się tak, jakby był to jeden  artykułów higienicznych, używanych przez połowę populacji, ale jakiś ewenement na skalę światową. 

Rozumiem, gdyby sytuacja miała miejsce wśród młodszych osób, które nie miały jeszcze styczności z okresem. Ale wśród kilkunastolatków? Błagam. 

2.
Lekcja organizacyjna wychowania fizycznego. Wuefista mówi, że, raz w miesiącu dziewczyny mają prawo do zgłoszenia niedyspozycji. Któraś z koleżanek zwraca uwagę, że lekcje są dzień po dniu, a okres nie trwa doby. Wuefista speszony mówi, że takie przypadki załatwiamy indywidualne.

3.
Zgłaszam przed lekcją wuefu, niedyspozycję. Przepraszam... Ja nie zgłaszam niedyspozycji, tylko jasno informuję nauczyciela, że mam okres. Co słyszę? 
- Dobrze... Jadwiga zgłasza NIEDYSPOZYCJĘ.


Czy naprawdę menstruacja jest czymś aż tak strasznym, że nie można nazwać jej po imieniu? Czy dziewczyny idące do łazienki naprawdę muszą chować po kieszeniach podpaski? Czy naprawdę dorosłemu facetowi nie przejdzie przez gardło słowo okres? Czy naprawdę nastolatki muszą podskakiwać z piskiem na widok tamponu?

Przestańmy wstydzić się rzeczy ludzkich. Bo ten wstyd nas w końcu zje. I nie będzie zastanawiał się, czy to przyzwoite, czy wypada.

Napisane przy: The Dumplings "Kocham być z Tobą"


Jadwiga