wtorek, 4 kwietnia 2017

HISTORIA PEWNEGO GUZIKA, CZYLI KOBIETA KOBIECIE WILCZYCĄ.


wsparcie, woman power
Miałam ochotę. Chciałam wyglądać szykownie i elegancko. Wyciągam z szafy piękną koszulę w błękitne kwiaty. Zapinam. Patrzę w lustro. Cholera jasna. 

Tak. Nie mylicie się. Boob gap dopadła i mnie. I to jaka. Niestety projektant cudeńka, które miałam na sobie, umieścił guziki w odległościach niemal półmetrowych. Do tego spory biust. No i masz babo placek. Szybko rozważam opcje:

  1. "Olać to. Idę tak i już." No niestety odpada. Nieestetyczne. Źle się tak czuję. Koleżanki rzucające znaczące spojrzenia przy każdej okazji.
  2. "Co innego." Jeśli ktoś mnie zna, to wie, że ta opcja również odpada. Zbyt silne połączenie istnieje pomiędzy moim samopoczuciem, a tym, co mam na sobie. Jeśli obudzę się z różowymi, ażurowymi rajstopami przed oczami, to choćby był grudzień i -5, to i tak je na siebie wciągnę. To był dzień kwiecistej koszuli. Koniec.
  3. "Podkoszulka". Oświecenie przyszło równie szybko, jak zniknęło. Niestety dysponuję tylko szarą podkoszulką, która zdecydowanie źle wyglądała wystając spod śnieżnobiałej koszuli.

No i miałam pat. Ni w tę, ni we w tę. Aż ku mojemu zaskoczeniu pojawiła się opcja czwarta.
      
  1.  "Odpięty guzik". Tak, ten najwyżej. Po prostu większy dekolt w zamian za brak dziury.      

Logiczne wydał mi się wybór opcji nr 4. No cóż... Dzień spędzony w szkole z większym dekoltem niż zazwyczaj uświadomił mi coś bardzo smutnego. I nie. Nie miało to nic wspólnego z "dobrymi manierami" według ludzi "starszych". Nauczyciele nie komentowali mojego ubioru, nie patrzyli się znacząco, nie wsadzali łap w dekolt, nie upominali ani nie zrzędzili.
Robili to za to moi rówieśnicy. Choć raczej powinnam napisać rówieśniczki. O ile koledzy jasne patrzyli "dyskretnie" i głupio się uśmiechali, a nawet prawili żarty o dwóch paluszkach, to żaden nie był tak chamski, jak koleżaneczki. Koleżaneczki mówiące do mnie ze wzrokiem w moim dekolcie. Koleżaneczki mówiące półgłosem "Jadwiga, guzik ci się chyba rozpiął!". Koleżaneczki poprawiające mi koszulę. Koleżaneczki pytające, dlaczego się nie zapnę. 
Otóż nie. Guzik mi "się" nie rozpiął. Ja SAMA go rozpięłam. I nie, nie zapnę się, bo to moje ciało i to ja decyduję, ile, komu, jak, gdzie je pokażę. I nie będę się wstydzić tego, że mam biust. Sorry laska.

Ale szczytem wszystkiego było zachowanie, mające miejsce podczas rozmowy z trójką słabo znanych mi chłopaków. Kiedy to stojąca obok mnie znajoma bez pardonu chwyciła moją koszulę i sama zapięła feralny guzik, mówiąc przy tym coś o nieprzyzwoitym ubiorze.

Ludzie! Dziewczyny! Trochę się nam w czterech literach poprzewracało, nie sądzicie? Jedna drugiej takie rzeczy? Czy ty do mordki jeża nie możesz zająć się swoim ciałem? Moje zostaw w spokoju! Jeśli ono jakoś cię razi, to mi to po ludzku powiedz, a nie wsadzaj ręce w biust.

Gdzie nasza solidarność jajników? Od kiedy jedna drugiej wilczycą? Nie wystarczająco mamy użerania się z chłopami, jeszcze wzajemnie musimy sobie dokopywać? Czy myśmy zmysły postradały?

Apel do wszystkich lasek tam gdzieś w internecie! Kochajcie inne laski! Pomagajcie im! Wspierajcie je! Kupy nikt nie ruszy! Bądźmy więc w kupie!

P.S Następnego dnia założyłam inną koszulę, z równie pięknym dekoltem. A co!

Napisane przy: Anne Marie "Boy"
Jadwiga

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz