piątek, 7 kwietnia 2017

PRAWO DO OBRONY.


Dlaczego na mojej lodówce wisi instrukcja udzielania pierwszej pomocy? Czy to nie przesada? Czy nie kuszenie losu?

Pewnego październikowego popołudnia wraz z moją siostrą wróciłam do domu bardzo podekscytowana. Przy wspólnym obiedzie opowiedziałyśmy naszym rodzicom o podłączaniu respiratora do gumowej kukły przywiezionej przez ratowników medycznych z dredami. Zaprezentowałyśmy też ulotkę z obrazkami i dokładnymi instrukcjami postępowania w przypadku zatrzymania akcji serca. Reakcja naszych rodzicieli była dla nas dużym zaskoczeniem.

-Przypnijcie to na lodówkę-powiedziała mama bez mrugnięcia okiem. Byłyśmy pewne, że to żart, ale tata poparł absurdalny, jak nam się wydawało, pomysł.
-My nie wiemy co dokładnie robić w takich przypadkach. Nas w szkole uczyli co robić, gdy na horyzoncie ujrzysz dymny grzyb, a nie, gdy znajdziesz swoje dziecko zatrute czadem.-Powiesiłam.

No i tak wisi  do dzisiaj. Nie za każdym razem zwracam uwagę na tę ulotkę, jednak w związku z częstymi ostatnio w blogosferze kampaniami na temat zdrowia, postanowiłam napisać o tym, co zrobić, kiedy nie tylko zdrowie, ale i życie jest zagrożone.

Oczywiście, wydaje się nam, że to przecież proste. Zadać pytania, potrząsnąć, zadzwonić po pomoc, pozycja boczna bezpieczna, albo uciski i wdechy. Zapominamy tylko o jednym, ważnym szczególe. Ratując komuś życie, nie jesteś spokojny, opanowany i pewny siebie i swoich czynów. Stres. Panika. Strach. Pustka. Mogą dopaść każdego. Lepiej być przygotowanym

Tutaj macie link do najprostszej info grafiki, którą polecam wydrukować i umieścić w widocznym miejscu w domu.

Dlaczego na naszym regale stoi gaśnica, a obok niej leżą koc gaśniczy i czujnik dymu?
Tata przyszedł późno z pracy i już od progu zapowiedział:
-Kupuję dzisiaj gaśnicę. Kto mi pomoże?- Kilka minut później moja młodsza siostra siedziała z nim przed laptopem i wybierała tę najładniejszą. A teraz co jakiś czas mamy tylko problem, kiedy głowa rodziny próbuje nalać sobie herbatę z gaśnicy.

Kto z was jest gotowy na pożar? Wciąż myślicie, że was to ominie? Czy raczej w ogóle o tym nie myślicie?
Dwa lata temu mój kolega ratował z pożaru swoje zwierzęta. Stracił wszystko inne. Nie wiadomo skąd wziął się ogień. Wiadomo tylko, że nie było jak go ugasić.


Szczęście nie wybiera, a nie na darmo w każdej instytucji, miejscu pracy, wszędzie, znajdują się środki przeciwpożarowe. Naprawdę chcesz obniżyć ten standard u siebie w domu? Dbajmy o swoje bezpieczeństwo, bo tylko wtedy jesteśmy w stanie zapewnić je też innym.
Kojarzymy bezpieczeństwo i prawo do obrony tylko i wyłącznie z obiektami i działaniami, które same zagrażają życiu. Karabin. Pistolet. Wiatrówka. Strzał. Pocisk. To niestety ma niewiele wspólnego z obroną. To są narzędzia do zabijania (ale to temat na osobny tekst). Brońmy SIĘ. Największym bandziorem, który wkracza na naszą posesję, są nasze złudne poczucie bezpieczeństwa, nieświadomość, nieróbstwo i wygodnictwo.

Dlatego proszę; Już po gaśnicę. Już dowiadywać się o lokalizację najbliższego respiratora. Już googlować pierwszą pomoc. JUż drukować numery alarmowe i instrukcje resuscytacji.

Nie opuszczaj gardy. Dostaniesz w papę. I to będzie twoja wina.

Napisane przy: Grażynka powtarzająca zdania podrzędnie złożone.
Przepisane przy: Bee Gees "Stayin' alive" 
Jadwiga

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz