piątek, 12 maja 2017

O TYM, CZEGO (NIE) POTRZEBUJESZ.





Spokojne, piątkowe popołudnie przed komputerem. Popijając herbatę, zaglądam na Bloglovin, aby odpocząć po ciężkim tygodniu. Spoglądam na pasek boczny, gdzie znajdują się podpowiedzi i zamieram z kubkiem w połowie drogi do ust.

"50 perfect page filling ideas for your empty notebook"

Czytam jeszcze raz... Może źle zrozumiałam... Ale nie. Ludzie naprawdę stwarzają problemy po to, aby następnie je rozwiązać.

Po cholerę kupujesz ten zeszyt? Potrzebujesz go?

I tak mi się smutno zrobiło bo okazało się, że w końcu, kiedy człowiekowi udało się odkryć perpetum mobile, jest ono wykorzystywane do niczego innego jak tylko nakręcania konsumpcjonizmu.

Kupuję (niepotrzebny) zeszyt -> szukam sposobów na zrobienie z nim czegoś -> oglądam film/czytam artykuł z odpowiedzią na nurtujące mnie pytanie -> twórca widzi, że tematyka wypełniania zeszytów świetnie się sprzedaje -> rozpowszechnia więcej pomysłów -> ludzie, widząc, co można zrobić z zeszytem, kupują co raz to kolejny -> szukają nowych sposobów na zapełnienie go -> I tak do końca swoich nędznych dni.

Jak zdobyć czyjeś zaufanie? Rozwiązać jego problem. A jeśli problemu nie ma? Stwórz go!

I tak wiem, Ameryki nie odkryłam, bo na tym polega marketing. Nie potrzebujemy obieraczki do jabłek, ogórków, cytryn, gruszek, ananasów. Nie potrzebujemy butów do biegania, skakania, chodzenia, turlania. Nie potrzebujemy ręcznika do rąk, stóp, twarzy, ciała. Nie potrzebujemy wieszaka na sukienkę, bluzkę, koszulę. Nie potrzebujemy. Jednak w którymś momencie daliśmy wmówić sobie, że jest inaczej.

Chyba najwyższy czas, żebyśmy nie szukali rozwiązań problemów koncernów i firm żerujących na naszej naiwności.
Chyba najwyższy czas, abyśmy zaczęli sami decydować o tym, czego potrzebujemy.
Chyba najwyższy czas, żebyśmy zamiast zeszytów, zapełnili nasze głowy.
Jadwiga