wtorek, 4 lipca 2017

AIKIDO I ZWIĄZEK Z(E SWOIM) CIAŁEM



Dzisiaj o czymś, co dla mnie, jako osoby trenującej, wcale nie jest tak oczywiste, jakby się mogło wydawać. Zazwyczaj, gdy myślimy o sztukach/sportach walki, na myśl przychodzi nam relacja fizyczna z partnerem/przeciwnikiem. A jednak ja postanawiam zacząć opowieść o Aikido i o jego wpływie na postrzeganie cielesności właśnie od relacji moim zdaniem trudniejszej - z nami samymi.

Dopiero od niedawna zaczęłam zdawać sobie sprawę, jak bardzo cielesność nas ogranicza. Potrzebowałam na to niemal 8 lat treningów i jednej diagnozy - przechylenie miednicy, co blokuje stawy od kolan aż po barki. Bardzo łatwo jest się czymś takim wymówić, łatwo jest zrzucić na to wszelkie trudności, jednak na ostatnim treningu, gdy po raz kolejny usprawiedliwiałam się w myślach i wściekałam na wadę postawy, postanowiłam popatrzeć na całą sytuację nieco inaczej.

Bądź dobry dla swojego ciała. Odwdzięczy ci się. Kiedy trenujesz, stopniowo odkrywasz coraz to nowe możliwości swojego ciała. W końcu zaczynasz czuć każdy swój mięsień. Zaczynasz dostrzegać mechanizmy, jakie w tobie zachodzą. Uczysz się łączyć umysł z ciałem. Jednak dopiero na samym końcu jesteś w stanie to wykorzystać. Chociaż nie, "wykorzystać" to złe słowo. Gdy próbujesz zmusić dziecko do zjedzenia zupy, ono po prostu tego nie zrobi, nie ma powodu, bo dlaczego miałoby spełnić zachciankę kogoś bardzo nieprzychylnie do niego nastawionego? Dopiero gdy sam zaczniesz jeść, a maluch zostanie przez ciebie czule zachęcony do konsumpcji, jest ona możliwa. Tak samo jest z moim, twoim, naszym ciałem. Nic nie da złość, łzy, nawet mordercze treningi. Bo prawda jest taka, że często rezultat, tak jak w przykładzie z dzieckiem nie zależy od ilości czasu poświęconego na jego namówienie, ale od podejścia, emocji, nastawienia, z jakim podchodzimy do naszych prób.

Bardzo chciałabym, abyś niezależnie od tego, czy cokolwiek trenujesz, czy też masz kontakt ze sportem tylko w momencie podbiegów do autobusu, zastanowił się, jak traktujesz swoje ciało. Czy siadasz z nim przy zupie? Czy dajesz mu czas na jej zjedzenie? Czy nie pośpieszasz? Nie strofujesz?

Philippe Orban powiedział kiedyś słowa, które bardzo mnie zszokowały; "Jeśli następnego dnia po treningu coś was boli, to znaczy, że ten trening nie był dla was dobry". Szczena przyznam się opadła mi niemal do ziemi. Jak to? Właśnie ten ból w mięśniach, te zakwasy, uzupełniające się drobnoustroje, to wszystko dawało mi poczucie satysfakcji z wykonanego treningu, a tu nagle mój idol, niesamowity pięćdziesięcioparoletni sensei mówi, że to wszystko nie tak.

Dzisiaj nadal jestem daleka od brania bólu po treningu za coś złego, ale mam zdecydowanie więcej zrozumienia, dla tej kontrowersyjnej tezy. Powinniśmy czuć, szanować i respektować sygnały dawane przez nasze ciało. Mam nadzieję, że nadejdzie taki czas, gdy po satysfakcjonującym treningu, nie będzie bolało mnie nic. Cóż, na razie pozostaje dążenie do tego celu.


A jak traktujesz swoje ciało w myślach? Wstydzisz się go? Wstyd jest blokadą. Znowu posłużę się przykładem z dzieckiem. Czy możesz być z nim w dobrej relacji, jeśli się go wstydzisz? Jeśli chcesz je ukryć? Jeśli nie chcesz się z nim pokazać? Czy wasza miłość może być pełna? Czy dziecko i ty będziecie się  w takiej sytuacji czuli komfortowo? Na pewno nie. Jeśli wstydzisz się tego, co ma ci służyć, to przeszkadzasz sobie. Nie możesz wciąż obciągać nogawek, wiązać pasa, chować stanika, wiązać włosów, poprawiać bluzy. To, że będzie widać Twoje ciało, jest pewne jak to, że gdy przestaniesz się tego obawiać, posłuży ci ono lepiej. Gdy uświadomisz sobie, że nie masz wyboru, powoli zaczynasz akceptować to, jak wyglądasz. Zaczniesz akceptować czerwoną twarz, rozwiane włosy, spoconą szyję, spuchnięte kolana, poobijane łydki. I kiedy już będziesz to wszystko miał naprawdę gdzieś, zaczniesz dostrzegać, o ile łatwiej ci się rusza. To przekłada się również na życie. Czy nie zachowujesz się bardziej swobodnie w ubraniach, w których nie przejmujesz się ciągłym wystawianiem, zjeżdżaniem, podciąganiem?
Jadwiga