czwartek, 24 sierpnia 2017

OFF FESTIVAL 2017



Napisane przy: Nine Horses "Money for all", "Get the hell out"

W sierpniu wydarzeniem nr 1 (za wyjątkiem przeprowadzki do Stolycy oczywiście ;)) był nasz powrót do Katowic na Off Festival. Po 6 latach nieobecności dostałyśmy szansę przeżycia muzyki w 100%. Powodem była obecność kochanej i uwielbianej przeze mnie PJ Harvey, ale o tym niżej. Zapraszam na bardzo subiektywny Ii nieprofesjonalny przegląd koncertów, które udało mi się współtworzyć z niesamowitymi artystami i (w większości) wspaniałą publicznością.


  1. IDLES - czyli zaczynamy z najgrubszej rury. Pierwszy zobaczony występ i, co tu dużo ukrywać po prostu NAJLEPSZY. Niesamowita kula energii, jaka przetoczyła si€ę przez trójkowy namiot, zmiatała wszystko na swojej drodze, zamieniając wszystko w czyste emocje. Cały zespół składający się z pięciu Brytyjczyków rozgromił mnie (i nie tylko), swoją autentycznością, werwą, prawdziwością, bezkompromisowością i kapiącymi kroplami potu. To nie jest tak, że tego nie da się zapomnieć, tego nie da się odtworzyć, tak pierwotna była to energia. Z pewnością odsłuchanie płyty samemu w domu, nie będzie tak bogate ii przesiąknięte niesamowitymi odczuciami, jednak warto zrobić Ii to, choćby po to, aby śmiejąc się z zabawnych, świetnie napisanych tekstów, przygotować się na pełen punkowej energii koncert Próżniaków.
  2. SHELLAC - czyli co się stanie,      kiedy legendarny producent grający na gitarze, stworzy trio z niewyżytym, "zabawnym" basistą, oraz pełnym pasji perkusistą. Tutaj niestety ktoś się z powołaniem minął. Jeśli jestem blogerką, to piszę, jeśli jestem kucharzem, to gotuję, jeśli jestem muzykiem, to gram, jeśli jestem piosenkarzem, to śpiewam, a jeden z panów próbował swoimi przemówieniami tłumy nawracać, drugi za to, dla kontrastu, rozśmieszyć obrażając (nie tylko tłumy z resztą). Jedyną ostoją (poza muzyką, która, kiedy już była, podobała mi się bardzo) był wspaniale, wręcz komiksowo poruszający się, zaangażowany w grę całym sobą perkusista. Dzięki niemu i IDLES, zrozumiałam, jak wygląda człowiek dający z siebie 101%. Niestety; dla albumu wielkie tak, dla koncertu - nie.
  3. NOURA MINT SEYMALI - czyli bardka z Afryki roztańcowuje namiot sceny folkowej. Kolejna już w tym zestawieniu niezwykła osobowość sceniczna, która nie tylko głosem, ale i zapałem ściany mogłaby rozwalać. Cudowna muzyka w połączeniu ze wspaniałymi ludźmi i zdolnościami piosenkarki poskutkowały Jadwigą tańczącą z podniesionymi do góry rękami Ii śpiewającą z Nourą pomimo gorączki (skutek uboczny energii IDLES).  Muzyka prosto z gorącej pustyni wspaniale wkomponowała si€ę w upalną atmosferę Katowic.
  4. PJ HARVEY - najbardziej wyczekiwany koncert całego festiwalu, ale chyba w ogóle najbardziej wyczekiwany przeze mnie koncert ever. PJ jest dla mnie ogromnym wzorem i przykładem osoby, która naprawia świat w najbardziej odpowiedni dla siebie sposób - wykorzystując swoje zdolności. Przeżycie moich ulubionych wierszy śpiewanych z nią było niesamowitym doświadczeniem. Teatralność i spektakularność całego wydarzenia tylko dodawała występowi magii i mocy. A było tej mocy tak dużo, że w pewnym momencie koncertu dostałam dreszczy i gorączki, więc stał on się dla mnie czymś niemal metafizycznym.
  5. BORIS - trójka Japończyków lubiąca ostre, gitarowe brzmienia. To nie mogło się nie udać. I rzeczywiście, było naprawdę fajnie, ale nic poza tym. Co prawda perkusista próbował dodać nieco ognia swoimi okrzykami, jednak na nic się to nie zdało. Był kawał dobrej muzyki wysłuchanej na żywo i szczere Domo Arigato na koniec.
  6. SWANS - czekałam, a jakże. Po niesamowitych opowieściach rodziców o koncercie Łabędzi w Warszawie o tym, że głośno i o tym, że mistycznie i o tym, że ostatnia trasa spodziewałam się bardzo dużo. I nie zawiodłam się. Najwspanialszą rzeczą, jaką zapamiętałam z tego koncertu, była niesamowita postać frontmana grupy Michaela Giry, który całym sobą grał pozostałymi muzykami. To jego ruchy dawały sygnał gitarom, to jego ruchy wprawiały w wibracje talerze przy pomocy pałeczek w rękach perkusisty, to jego ruchy uruchamiały palce klawiszowca. Była to osoba na tej scenie posiadająca prawdziwą, niczym nieograniczoną władzę i było to w każdy sposób piękne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz