poniedziałek, 10 września 2018

WAKACJE ŻYCIA, CZYLI CO JA NAJLEPSZEGO ZROBIŁAM.



Jak to się stało, że w ciągu trzech miesięcy byłam w Japonii, zdałam egzamin na czarny pas aikido, poznałam ludzi z Chin, Kenii, Madagaskaru, Kanady, Litwy, Grecji, Ekwadoru, Kamerunu, chodziłam do niemieckiej szkoły, kąpałam się w jeziorze między Alpami i zmieniłam szkołę? W tym poście pisałam o moich obawach i powodach, dla których podjęłam wszystkie powyższe wyzwania. Dzisiejszym tekstem chcę podziękować i pokazać, że można. Zapraszam na podsumowanie najwspanialszych wakacji mojego życia. 

Po pierwsze: Japonia.
O niej było już tutaj i tutaj. Przygoda życia, wspaniałe doświadczenie i niezapomniane chwile. Ta podróż zdecydowanie zmieniła mnie, jako osobę i pozostawiła niezmywalne ślady na mojej duszy.

Po drugie: Czarny pas.
 Po niemal dziewięciu latach treningów, niezliczonej ilości godzin spędzonych na macie, miliardzie siniaków i zakwasów, kilkudziesięciu przyjaźniach i hektolitrach potu wraz z moją wspaniałą Siostrą Bliźniaczką osiągnęłyśmy stopień mistrzowski w aikido. Jest duma, jest moc, jest motywacja.

Po trzecie: Niemcy.
Piszę ten tekst o godzinie pierwszej w nocy. Za trzy godziny wyruszam na lotnisko po ponad miesiącu spędzonym w Niemczech. W ciągu tych czterech tygodni w ramach stypendium z ludźmi z całego świata zwiedziłam Bonn, Kolonię, Strasbourg, Trewir, Berlin i Monachium. Przez dwa tygodnie chodziłam do niemieckiej szkoły i mieszkałam u wspaniałej rodziny. W tym czasie zdążyłam nauczyć się wielu przekleństw w języku chińskim i litewskim, zwiedziłam pięć galerii sztuki, stanęłam na najwyższym szczycie Niemiec, zjadłam 4 wegańskie burgery, wypiłam kilka litrów Spezi (Coca-Cola+Fanta, smakuje milion razy lepiej, niż brzmi i uzależnia), przytyłam pewnie 5 kilo (waga mówi 1,5. Boszsz toż to krocie!), napisałam multum linijek tekstu, przeprowadziłam milion rozmów z ludźmi z miliona zakątków świata, kilkaset razy odpowiedziałam na pytanie ,,Skąd pochodzisz?", zdobyłam najprawdziwszych przyjaciół, wyswatałam parę Chińczyków, tańczyłam jak szalona pod sceną na niejednym koncercie, napisałam swoje pierwsze wiersze po niemiecku i odkryłam, że miesiąc to naprawdę krótko.

Po czwarte: Szkoła
Zmieniłam szkołę. To bardzo ważne, znaczące wręcz posunięcie. To dobra wiadomość jest. Jak na razie po zdaniu egzaminów ani razu nie zawitałam co prawda do tej szanownej placówki, więc dużo napisać nie napiszę. Cieszę się, ekscytuję się, oczekuję. Co z tego zamieszania wyniknie, z pewnością się dowiecie, a na pewno wyniknie dużo.
edit: Dziś po pierwszym dniu udostępniam Wam ten tekst. Działo się. Jest świetnie. Jest robota. Tonę. Dlatego dopiero dzisiaj i to po przypomnieniu (kocham Cię Franciszku!). Kciuki trzymać i uśmiech na buźkach mieć, bo fajnie jest, bo dobrze jest!

Każda z tych rzeczy dotyczy innego obszaru mojego życia, każda ma na nie ogromny wpływ i każda ciągnie za sobą piękny sznur konsekwencji. Osiągnęłam mnóstwo. Przeżyłam jeszcze więcej. A to wszystko w jedne wakacje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz