wtorek, 2 października 2018

ŚLUB



Godzina 13:47. Jeden ze starych, podniszczonych autobusów linii 166. Kierunek: Praga. Gdzieś na Moście Poniatowskiego zaczynam czuć za sobą specyficzną woń, znaną każdemu spod sklepów całodobowych, mostów, z murków no i środków komunikacji miejskiej właśnie. Woń jest jednak tylko uwerturą do wspaniałej opery, która zaraz się za moimi plecami rozegra.


-O której ksiądz mówił że mamy te jego nauki - męski, bulgoczący głos rozpoczyna na pozór zwykłą, pijaczą rozmowę.
-Na sidmnastom.
-Osiemnasto?
-SIEDEMNASTĄ - teraz już chyba cały autobus słucha arii na dwa głosy.
-No to jak na siedemnastą to zdążymy jeszcze po kielonie wychylić przed hehe.
-Hehehe.
-A ty się zastanawiałaś już nad świadkami? Bo ksiądz chyba mówił że mogą być, ale tylko poniżej 18 lat.
-No to Rysiek odpada, bo on 18 siedział.
-A no to Andżela też nie. No ona 25 lat miała.
-Ej, ale to Geno może bo on tylko 15 był.
-…Ile butelek trzeba będzie nazbierać…
-I puszek hehe…
-I makulatury hehe…
-Ale poradzimy sobie. Zobaczysz wszystko się uda. Damy radę.
-A kogo zaprosiłeś? Ja ostatnio, jak do wnuczki jechałam, to już się tam Haliny pytałam.
-Możemy Burego zaprosić bo wiesz że Bury żyje?
-Bury żyje? Noooo. To może mi welon nieść!
-Na wózku?
-A co za problem? Poradzimy sobie.
-A gdzie na podróż poślubną pojedziemy?
(Tutaj niestety nastąpiły problemy natury technicznej)
-Mam koc wełniany jak coś.
-Ale się będziemy turlaaać heheh. Tyle dzieci narobimy że aż 500+ będzie.
-A potem 300 na szkołe.
-A ty to będziesz załatwiać bo gadane masz i dobrze gadasz.
-Tak myślisz hehe?
-Nooo. Damy radę nie martw się. Poradzimy sobie ze wszystkim.


Przy samym wyjściu z czystej ciekawości spojrzałam na twarze narzeczonych. Były stare, zniszczone, czerwone, poorane bliznami, brzydkie. Ale ślub tej pary z pewnością będzie piękniejszym, niż ktokolwiek może go sobie wyobrazić. Poradzą sobie ze wszystkim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz